Głowa czy nogi

Ostatni wpis na stronie dotyczył podsumowania sezonu 2017 i pojawił się prawie 9 miesięcy temu. Cisza z mojej strony nie była przypadkowa. Czasami bywa tak, że trzeba zrobić krok w tył, żeby nabrać rozpędu i zrobić kolejne dwa kroki w przód. Okres pomiędzy sezonami i początek obecnego były dla mnie bardzo trudne i dopiero od kilku tygodni mogę stwierdzić, że kryzys został zażegnany. Nie jestem w stanie obecnie zdradzić wszystkich szczegółów, ale poprzestańmy na ogólnych hasłach problemów ze zdrowiem i problemów osobistych.

 

Spokojna głowa w kolarstwie jest bardzo ważna, a kumulacja niekoniecznie szczęśliwych wydarzeń w moim życiu przyczyniła się do wyeksploatowania organizmu pod względem psychicznym i fizycznym. Nie byłem w stanie skupić się na treningu i znaleźć w sobie odpowiedniej dawki motywacji (?), aby nadal cieszyć się z uprawiania kolarstwa na satysfakcjonującym mnie poziomie. Okres przygotowawczy obejmujący zgrupowanie w Hiszpanii oraz początek sezonu były dla mnie bardzo ciężkie. Gdyby tego było mało, podczas wyścigu w Czechach pod koniec kwietnia, zaliczyłem poważny upadek i złamałem obojczyk.

W całej tej kilkumiesięcznej historii kontuzję obojczyka wcale nie uważam za najgorszą. Wręcz przeciwnie – to chyba właśnie ten moment pozwolił mi na nowo odnaleźć przyjemność ze ścigania na rowerze i był punktem zwrotnym. Nie będę skupiał się na przyczynach czy skutkach mojego „kroku w tył” i mam głęboką nadzieję, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy. Nie mogę też niestety wymienić wszystkich osób, które w ostatnim czasie bardzo mi pomogły. Oficjalnie i „na forum” chciałbym podziękować trenerowi Bogdanowi Czarnocie i managerowi Maciejowi Zabłockiemu za wyrozumiałość i wsparcie.

 

Przejdźmy do wydarzeń bieżących. Do ścigania wróciłem podczas Bike Atelier Maratonu w Olkuszu sześć tygodni od złamania. Trzy tygodnie bez treningów nie były obojętne dla mojej dyspozycji i powrót nie należał do przyjemnych. Kości zrosły się równie szybko, jak uciekła forma. Na szczęście pamięć mięśniowa oraz mobilizacja do treningów przyniosły efekty. Już podczas niedawno zakończonego wyścigu etapowego Bike Adventure oraz Maratonu Ultra w Szklarskiej Porębie widoczny był bardzo duży progres. „Uwolniona” głowa przełożyła się na zadziwiająco szybki powrót do dyspozycji pozwalającej nawiązać walkę na krajowym podwórku maratonowym.

Od tego sezonu mam przyjemność ścigać się na rowerze z pełnym zawieszeniem – Scott Spark 900 RC World Cup. Przesiadka z roweru sztywnego nie była łatwą decyzją, ale z perspektywy czasu nie żałuję. W trakcie jazdy zdecydowanie czuć większą masę, jednak komfort i pewność prowadzenia jest niepodważalną zaletą. Nigdy nie byłem mistrzem zjazdów, a aktualnie nie dość, że mam z nich jeszcze większą frajdę, to z dnia na dzień czuję się na nich coraz pewniej i przesuwam kolejne granice. I to wszystko z pełną świadomością niedawnej kontuzji.

Wracając do niedawno zakończonego „turnusu” w Szklarskiej Porębie chciałem w kilku słowach podsumować wrażenia i emocje towarzyszące mi przez ten czas. Pierwsze cztery dni spędzone w Karkonoszach i Górach Izerskich ścigałem się w ramach wyścigu etapowego Bike Adventure, w którym startuję nieprzerwanie od 2015 roku. Po dziewięciu miesiącach od mojego ostatniego wyścigu w górach, wróciłem do środowiska, w którym czuję się najlepiej. Nowy rower i stara radość z jazdy sprawiły, że cieszyłem się z każdej sekundy spędzonej na trasie, a rywalizacja odeszła na dalszy plan. Oczywiście dałem z siebie wszystko i całą etapówkę ukończyłem na piątym miejscu OPEN (trzecim w kategorii wiekowej), zaliczając przy okazji podium na ostatnim etapie. Dziękuję Łukaszowi Bugli kolejny raz za ogromną pomoc i wsparcie, a całemu SUP Lifting Team Bugla Bike Service za „adopcję” i świetną atmosferę.

 

Kolejne dni spędziłem w Interferie Sport Hotel Bornit, w trakcie których pełniłem rolę przewodnika dla grup testujących rowery od Scott Sports Polska. Ze względu na zmęczenie po Bike Adventure i konieczność kumulowania sił na sobotni wyścig, korzystałem głównie z rowerów ze wspomaganiem elektrycznym. Był to dla mnie idealny trening regeneracyjny połączony z doskonaleniem techniki jazdy w terenie, a wszystko to w towarzystwie pasjonatów i miłośników dwóch kółek. Poznałem wielu nowych ludzi i spędziłem świetny czas, więc jeszcze raz dziękuję firmie Scott i ekipie Bike Maraton za zaproszenie.

Urozmaiceniem Scott Test Tour był sobotni Ultra Bike Maraton w Szklarskiej Porębie na dystansie przekraczającym 100 km. O ile przebieg trasy w większości znałem i nie był on dla mnie niespodzianką, o tyle dystans zrobił swoje i metę osiągnąłem po ponad pięciu godzinach intensywnej jazdy. Szóste miejsce OPEN w maratonie UCI jest dla mnie bardzo dobrym wynikiem i jeszcze lepszym prognostykiem na dalszą część sezonu, który (w pewnym sensie) dopiero zaczynam. Teraz czeka mnie chwila odpoczynku i już zaczynam myśleć o kolejnych startach.

 

Słowem podsumowania: w tym całym naszym kolarstwie nie chodzi o kolejną półkę wypchaną po brzegi plastikowymi pucharkami czy przerost ambicji i osiąganie założonych celów bez względu na wszystko. Tu liczy się coś więcej. To przede wszystkim ludzie i niczym nieskrępowana radość z jazdy nadają sens i cel naszej pasji. Niestety nie istnieje żadna recepta na utrzymanie wyśmienitej dyspozycji. Nawet najsilniejsze nogi nie pojadą ze słabą głową i odwrotnie, dlatego cały czas trzeba szukać złotego środka zarówno w życiu, jak i sporcie. Każda pasja powinna stać się dodatkiem do życia, a nie jego sensem, bo ukradkiem zabiera nam rzeczy najcenniejsze, których stratę dostrzegamy za późno. Już dawno tak wiele nie wygrałem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *