Hotel California

Już w ubiegłym roku udało mi się wcielić w życie plan, który chodził mi po głowie od dobrych kilku lat. Jako osobie aktywnej ciężko wyobrazić mi sobie spędzenie dwutygodniowych wczasów nad morzem w fortecy z parawanów, ograniczając się do leżenia codziennie na tej samej plaży i popijania kolorowych drinków. Wakacje „na czterech kołach” mają swój niepodważalny urok, który chyba na dobre pochłonął mnie właśnie podczas ubiegłorocznego wyjazdu. Moim domem na kilka dni został wtedy teamowy Volkswagen Crafter (opis tutaj). Połączenie podróżowania z całkowitą niezależnością i wolnością sprawia mi mnóstwo frajdy, więc również w tym roku zdecydowałem się na taki sposób spędzenia urlopu.

 

W tym sezonie nasz tytularny sponsor, Volkswagen Samochody Użytkowe, wyposażył nas w dwa pojazdy: czarny VW T6 Caravelle oraz biały VW T6 California w wersji Beach. Bezpieczny, szybki i komfortowy dojazd na zawody czy zgrupowania to w tym sporcie nieoceniona wartość. Biorąc pod uwagę napięty kalendarz startów oraz ich lokalizacje w całej Europie, samochody są w trasie praktycznie non stop. Strasznie się cieszę, że w grafiku wyjazdów udało się znaleźć lukę pozwalającą sprawdzić mi na własnej skórze możliwości jednego z samochodów moich marzeń. Volkswagen California, bo o nim mowa, nie jest zwykłym pojazdem, ale o tym za chwilę…

 

W trakcie nieco ponad tygodnia zdążyłem przejechać wzdłuż całą Polskę od wybrzeża Bałtyku po same Tatry. Jednego dnia ścigałem się na terenie Gór Kaczawskich w Sudetach, innego wyrównywałem kolarską opaleniznę na plaży w Sopocie, zaś kolejnego zdobywałem na rowerze wieże widokowe w Gorcach. Nasz kraj jest na tyle zróżnicowany i piękny, że nie odczuwałem potrzeby wyjeżdżania za granicę, chociaż taki pomysł też chodzi mi po głowie. Nocowałem w ustronnych miejscach z często bajecznymi widokami „za oknem”. Oczywiście przez cały ten czas towarzyszył mi rower, bez którego nigdzie się nie ruszam. Wyścigi w różnych zakątkach kraju to dobry bodziec do zmiany lokalizacji i poznawania kolejnych ciekawych miejsc i ludzi. A jak spisał się samochód?

 

Jeżdżąc na co dzień autem raczej z niższej półki, samo prowadzenie Californi zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Przykładowo wracając z Gdańska do Katowic, przy wjeździe na autostradę A1, usłyszałem z nawigacji komendę „Jedź prosto przez 472 kilometry…”. Normalną czynnością byłoby wypatrywanie najbliższej stacji z dobrą kawą, a tutaj: dwa kliknięcia przy kierownicy, zdejmuję buty, włączam dobry film na telefonie, a całą robotę robi aktywny tempomat. Oczywiście po części żartuję, ale na prawdę to doskonała sprawa. Dla niewtajemniczonych: aktywny tempomat (ACC) nie dość, że utrzymuje zadaną prędkość, to jeszcze trzyma określoną (bezpieczną) odległość od samochodu przed nami i sam zwalnia w razie potrzeby. Z bardziej przyziemnych spraw wspomnę o automatycznej, dwusprzęgłowej skrzyni biegów DSG, która sama w sobie niesamowicie ułatwia podróżowanie. Do tego dochodzi niskie spalanie (od 6 do 10 litrów na setkę) i zwrotność osobówki. Nie wypiszę tutaj na pewno wszystkich bajerów, których nie ma w moim prywatnym aucie, bo może mi braknąć miejsca we wpisie, ale wspomnę jeszcze o dwustrefowej klimie, komputerze pokładowym z milionem opcji, kamerze cofania, automatycznych światłach, czujnikach parkowania itd. A jeszcze nie było słowa o adaptacji podróżniczej…

 

Po kolei. Pierwsza i najbardziej oczywista rzecz to unoszony dach, pod którym kryje się bardzo wygodne miejsce do spania dla dwóch osób. Materac jest na miejscu, więc przygotowanie noclegu trwa maksymalnie minutę. Z łóżka możemy podziwiać widoki przez otwierane okienka z dwóch stron, a uniesienie powierzchni do spania pozwala powiększyć przestrzeń pasażerską umożliwiając poruszanie się po pojeździe w wyprostowanej pozycji. Kolejne dwa miejsca noclegowe można uzyskać wewnątrz pojazdu poprzez złożenie całego rzędu siedzeń. Oprócz tego w środku mamy możliwość rozłożenia stolika ukrytego w przesuwnych drzwiach wejściowych. W oknach znajdują się rolety gwarantujące prywatność, przednie fotele są obracane, a tylną kanapę można przesuwać po szynach dowolnie aranżując wnętrze. W całym samochodzie mamy do dyspozycji mnóstwo schowków, punktów oświetleniowych, uchwytów na kubki, gniazdka elektryczne 12V i 230V… Na biwaku fenomenalnie sprawdza się rozkładana markiza chroniąca od deszczu lub słońca, natomiast w tylnej klapie ukryto dwa rozkładane krzesła. Cudo! Więcej informacji można znaleźć tutaj.

 

Dostępna jest także wersja modelu California z zabudowaną kuchenką z dwoma palnikami, zlewozmywakiem, chłodziarką, szafką, zbiornikami na wodę i prysznicem, jednak na użytek drużyny kolarskiej zdecydowanie lepiej sprawdza się obecny samochód (m.in. ze względu na większą przestrzeń ładunkową). Śmiem twierdzić, że i tak dopiero w trakcie tych kilku dni został w pełni wykorzystany potencjał tego samochodu. California w wersji Beach jest samochodem potrafiącym zmieniać zastosowanie w zależności od potrzeb. „Minikamper” spełnił moje oczekiwania w 100%, a hasło promujące ten model Volkswagena („W drodze jak w domu.”) stało mi się jeszcze bliższe.

 

Z mniej przyjemnych informacji wspomnę tylko o tym, że za samochód z takim wyposażeniem trzeba wyłożyć około 200 tys. złotych. Ja już dzisiaj zaczynam odkładać! Dziękuję Volkswagen Samochody Użytkowe, że nie tylko umożliwiacie mi realizowanie mojej największej pasji, jaką jest kolarstwo, ale także dajecie szansę przeżycia niesamowitych przygód dzięki Waszym pojazdom. Moje przywiązanie do marki jest dzięki temu jeszcze silniejsze i z nieukrywaną satysfakcją identyfikuję się z nią i promuję, jak tylko mogę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *