Kontrolowane lanie

Początek sezonu rządzi się swoimi prawami. Zima w Polsce to okres, w którym trening nie zawsze jest przyjemny i łatwy. Osobiście nie lubię afiszować się z tym, jak ciężko trenuję i jak bardzo nie lubię jeździć w chłodzie i wilgoci. Każdy z rodaków ma podobne warunki za oknem, a ja wychodzę z założenia, że sezon najlepiej zweryfikuje, kto i jak przepracował najbardziej depresyjne, zimowe, krótkie dni. Portale społecznościowe pękają w szwach od heroicznych zdjęć z zimowych treningów, które stopniowo wypierane są przez obrazki z obowiązkowej przerwy na kawę podczas treningu w Hiszpanii, natomiast przełom marca i kwietnia to już podsumowania pierwszych startów i recenzje nowego sprzętu od sponsorów. Sam po części wpisuję się w ten kanon, jednak z ręką na sercu przyrzekam, że nie wypiłem żadnej kawy podczas treningu na zgrupowaniu… Tylko przed lub po.

Tydzień po powrocie ze zgrupowania wystartowałem w lokalnym XC w Orzeszu. Nie ważne jak zimno by nie było i jak kiepska nie byłaby organizacja, frekwencja na tym wyścigu zawsze jest wysoka. Dla mnie pierwsze starty stanowią przede wszystkim cenne źródło informacji o aktualnej dyspozycji i liczę się z tym, że wynik nie zawsze musi być satysfakcjonujący. Tym razem jednak źle nie było i mimo mocnej obsady dojechałem drugi. W trakcie wyścigu testowałem owalną zębatkę od Banless i muszę przyznać, że chyba na stałe zagości ona w moim rowerze startowym. Może to tylko efekt placebo, ale na podjazdach jechało mi się jakoś lżej…

Pod koniec marca odwiedziłem także Centrum Diagnostyki Sportowej Diagnostix w Wiśle. Badania wydolnościowe staram się robić przynajmniej raz w roku (w okresie przygotowawczym). Potem, w sezonie, przy coweekendowych wyjazdach i wyścigach, nie ma na to ani czasu, ani sił. Jako umysł ścisły uwielbiam cyferki, dlatego oprócz cennych informacji o aktualnej dyspozycji, wyniki badań dają mi sporo ciekawych parametrów do analizy i porównań z poprzednimi sezonami. Niektóre interesujące dane, które mogę udostępnić to np. 5,6% tkanki tłuszczowej przy wadze 64,6kg i wzroście 179cm, tętno maksymalne podczas badania 191bpm przy obciążeniu 390W, a próg AT czy LT to oczywiście ponad 4W/kg. Ile? Tajemnica lekarska…

Jeszcze przed pierwszymi startami miałem okazję odbyć sesję bike fittingu w gliwickim salonie sportowym Fan Sport, o której szerzej już niedługo będziecie mogli przeczytać na łamach portalu velonews.pl.

Na przełomie marca i kwietnia wraz z drużyną spędziliśmy kilka dni na chorwackim wybrzeżu, gdzie odbywał się festiwal rowerowy Kamenjak Rocky Trails. W sobotę po raz pierwszy w życiu wystartowałem w oficjalnym wyścigu XCO UCI (Międzynarodowej Unii Kolarskiej). Ciężka, kamienista i trudna technicznie trasa wycisnęła ze mnie całą energię i dała możliwość sprawdzenia się w gronie profesjonalnych zawodników z całej Europy. Wyścigi XCO zdecydowanie nie są moją specjalizacją, jednak 1:45h rywalizacji od pierwszego do ostatniego okrążenia było najlepszym treningiem, jaki mogłem sobie zaserwować na początek sezonu. Wyścig ukończyłem w połowie stawki, bez dubla, upadku i defektu, dlatego koniec końców na mecie miałem uśmiech na twarzy, a o bólu na trasie przypominają mi cały czas ciężko gojące się rany na prawej dłoni. Zdecydowanie nie polecam jazdy w MTB bez rękawiczek…

Kolejny dzień w Chorwacji stał pod znakiem maratonu, na który składały się trzy rundy po około 20 km. W ubiegłym roku również miałem przyjemność brać w nim udział, dlatego trasa w większości była mi znana. Po dobrym starcie i początkowych kilometrach, z jazdy w pierwszej grupie wyeliminował mnie spadek łańcucha i przymusowy postój na trasie. Samotna pogoń i trudy wyścigu z poprzedniego dnia dały o sobie znać i wyścig ukończyłem na 11 miejscu. Biorąc pod uwagę obsadę i defekt opony pod koniec wyścigu, chyba nie było tak źle.

Sam wyjazd oprócz profitów treningowych pozwolił również na drużynową integrację. Bardzo dużo pozytywnej energii wprowadziła obecność Kasi Solus-Miśkowicz, którą dotychczas znałem tylko z widzenia. W drużynie panuje świetna atmosfera, a ja już nie potrafię doczekać się kolejnych wspólnych wyjazdów. Nawet nocny powrót z wyścigu Volkswagenem Crafterem bezpośrednio na poranne, poniedziałkowe zajęcia na uczelni, nie był w stanie zatrzeć pozytywnych wrażeń z weekendu.

Przepalenie nogi za granicą pozwoliło z optymizmem oczekiwać na tradycyjne rozpoczęcie sezonu MTB w Polsce w ramach Bike Maratonu w Miękini, który w tym roku był równocześnie pierwszą edycją Pucharu Polski w maratonie. Na starcie ponad dwa tysiące zawodników, w tym zdecydowana większość czołowych polskich kolarzy górskich, co mimo teoretycznie łatwej trasy zapowiadało ciężki wyścig. Płaskie maratony nie są moją mocną stroną, jednak zrobiłem wszystko co w mojej mocy i zmagania ukończyłem w pierwszej dziesiątce, standardowo dając ciała na finiszu (9 miejsce OPEN GIGA, 7 miejsce w ramach PP). Kilka technicznych i taktycznych błędów podczas rywalizacji zadecydowało o tym, że nie zabrałem się w kluczowy dla wyścigu odjazd, jednak z dyspozycji jestem zadowolony.

Na podstawie własnego doświadczenia wiem, że duża ilość startów pozytywnie wpływa na moją dyspozycję, dlatego kolejnego dnia spłukane z roweru i z siebie podwrocławskie błoto zastąpiłem odmianą świętokrzyską podczas MTB Cross Maratonu w Daleszycach. Dobra organizacja, kameralna atmosfera i świetne trasy to znaki rozpoznawcze cyklu, dlatego zawsze chętnie tam wracam. Piękna, słoneczna pogoda sprawiła dodatkowo, że z jazdy czerpałem maksymalną frajdę, a pierwsze w sezonie zwycięstwo OPEN na tak trudnej i wymagającej kondycyjnie trasie smakowało wybornie.

Forma rośnie, a w moim kalendarzu startów ciężko znaleźć wolny weekend do października… Zapowiada się kolejny bardzo intensywny sezon.

3 thoughts on “Kontrolowane lanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *