Przygotowania do sezonu

Skłamałbym pisząc, że w październiku ubiegłego roku miałem jeszcze ochotę i siłę się ścigać. Sezon 2015 był dla mnie bardzo intensywny pod względem ilości startów, ale dzięki temu bez wyrzutów sumienia mogłem wykorzystać ostatnie słoneczne i ciepłe jesienne dni na zasłużony odpoczynek (co oczywiście nie oznacza kompletnego braku aktywności – u mnie byłoby to chyba niemożliwe). Wtedy też zdecydowanie częściej zaglądałem do lodówki, z czym związany był nieunikniony wzrost wagi (nawet o 5 kg w stosunku do wagi startowej). Reset głowy i ciała przed kolejnym okresem przygotowawczym jest u mnie punktem obowiązkowym.

Standardowo już w listopadzie rozpocząłem regularne wizyty na siłowni i basenie. W miarę możliwości cały czas jeździłem na rowerze bądź biegałem, chociaż z tym drugim staram się ograniczać ze względu na ryzyko kontuzji. W okresie jesiennym i wczesnozimowym nie trzymam się żadnego planu treningowego. Najważniejsza jest regularność i różnorodność ćwiczeń.

Trzeciego stycznia, można powiedzieć, że tradycyjnie, wystartowałem w wyścigu CX w Katowicach. Gdyby nie to, że organizatorem jest mój dobry znajomy, a wyścig odbywa się na terenie doskonale mi znanej Doliny Trzech Stawów, pewnie odpuściłbym ten start ze względu na warunki pogodowe. Ściganie przy temperaturze w okolicach dwudziestu stopni poniżej zera nie było niczym przyjemnym (szczególnie przy moim poziomie tkanki tłuszczowej). Na szczęście, po zaciętej walce z Szymonem Bielem, udało się wygrać drugi rok z rzędu. Relacja filmowa tutaj.

Najprawdopodobniej podczas katowickiego wyścigu delikatnie nadwyrężyłem kolano i byłem zmuszony na kilka tygodni zrezygnować z siłowni i biegania. Na szczęście przed samym wyjazdem na zgrupowanie byłem już w pełni sił i mogłem w pełni wykorzystać dwa tygodnie nad włoskim jeziorem Garda na przełomie lutego i marca. Co prawda pogoda we Włoszech bywa w tym okresie niepewna (kilka dni padało, a temperatury zanadto nie rozpieszczały), jednak dla mnie najważniejsze jest to, że udało się wykonać solidną pracę, która na pewno zaprocentuje w sezonie. Poza tym zapewniony przez sponsora Volkswagen Crafter pozwala na szybką i wygodną „teleportację” z praktycznie nieograniczoną przestrzenią bagażową (co jak co, ale nawet ja na samych włoskich lodach nie wytrzymałbym tyle czasu, a jedzenie zabrane ze sobą z Polski smakuje najlepiej). Opalenizna czy zdjęcia ze skałą w Calpe w tle nie muszą być jedynym wyznacznikiem udanego zgrupowania.

W międzyczasie, dzięki sponsorom Volkswagen Samochody Użytkowe oraz Scott Sports Polska, moja rowerowa „stajnia” wzbogaciła się o rower szosowy Scott Addict 20 oraz „odświeżonego” górala Scott Scale 900 RC (kosmetyczne zmiany w porównaniu do modelu ubiegłorocznego). Specyfikacja i zdjęcia sprzętu dostępne są tutaj, natomiast pierwszymi wrażeniami z treningów na nowym rowerze szosowym podzieliłem się z portalem velonews.pl.

Aktualnie przebywam w Chorwacji, gdzie w weekend wystartuję w wyścigu Kamenjak Rocky Trails (XCO w sobotę oraz XCM w niedzielę). To już ostatnie szlify formy, zanim na dobre rozpocznie się ściganie w kraju. W kolejnym wpisie postaram się zdać relację z mam nadzieję udanych testów formy na chorwackim wybrzeżu. Wrócę także do wydarzeń z okresu bezpośrednio po powrocie ze zgrupowania, czyli pierwszego wyścigu XC w Orzeszu, badań wydolnościowych w Centrum Diagnostyki Sportowej Diagnostix w Wiśle oraz bike fittingu w gliwickim Salonie Sportowym Fan Sport. Tymczasem! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *