Specjalizacja

Po sukcesie w Polanicy-Zdroju na początku maja, w kolejnych tygodniach wygrałem maraton w Polkowicach i w Tychach, a w Zdzieszowicach byłem drugi. Czy można wymarzyć sobie lepszy początek sezonu?

Tydzień temu natomiast wystartowałem w swoich ostatnich w życiu Akademickich Mistrzostwach Polski w kolarstwie górskim. W pierwszym roku moich studiów impreza odbywała się w Przesiece, natomiast od czterech lat areną zmagań jest trasa Mai Włoszczowskiej w Jeleniej Górze. Od kilku sezonów odnotowuję regularny progres formy i umiejętności, jednak są pewne bariery, których przekroczenie nie jest już tak łatwe.

Moim atutem na trasach maratonów jest niska waga i wytrzymałość. To, co daje mi przewagę na długich i stromych podjazdach, niekoniecznie pomaga na trudnych technicznie trasach XC. Podobnie jest w przypadku płaskich maratonów czy wyścigów na trenażerach, którymi czasami urozmaicam treningi w okresie zimowym. O ile stosunek generowanej mocy do masy mojego ciała w dłuższych przedziałach czasu (np. 30 minut) może robić wrażenie, o tyle generowana maksymalna moc na finiszu czy krótkim podjeździe nie jest już tak imponująca. Oczywiście zdarza mi się również wygrać maraton na płaskiej trasie (patrz wyścig w Tychach ze średnią prędkością ponad 32 km/h), jednak wymaga to trochę więcej szczęścia i przemyślanej taktyki.

Z wyścigami XC jest zgoła inaczej. Cały sezon przygotowuję się stricte pod dystans maratoński, a walka na technicznych rundach naprawdę nie przychodzi mi łatwo. Często dostaję lanie od zawodników, których regularnie zostawiam za plecami na pierwszym podjeździe podczas maratonów. Faktem jest, że zawody XC są bardziej medialne i rozwojowe dla młodych zawodników, jednak mój organizm preferuje inną odmianę wysiłku. Podczas jednej rundy wyścigu w Jeleniej Górze dostaję lepszą lekcję techniki niż cały sezon jeżdżenia maratonów, dlatego takie urozmaicenie czasem jest potrzebne.

W tym roku do wyścigu na czas w Jeleniej Górze przystąpiłem jako jeden z ostatnich zawodników i załapałem się na solidną ulewę. Rozmoknięta trasa dała mi 18 miejsce i poczucie, że w wyścigu głównym może być tylko lepiej. Start kolejnego dnia również nie rozpoczął się po mojej myśli. Dwa głupie upadki i skręcona kostka nie wróżyły dobrego wyniku. Kończąc drugą rundę w okolicach drugiej dziesiątki miałem już wszystkiego dość. Na szczęście z czasem moja jazda nabrała płynności i rozpocząłem wyprzedzanie rywali, które trwało do ostatniej, siódmej rundy. Na mecie 5 miejsce OPEN i srebro wśród studentów uczelni technicznych. Nie pytajcie jak to się stało, sam nie mam pojęcia.

Pomijając tragiczny początek wyścigu, różnica między moją najszybszą i najwolniejszą rundą wynosiła kilkanaście sekund. Rezultat na mecie przerósł moje oczekiwania, szczególnie biorąc pod uwagę nazwiska zawodników, których wyprzedzałem na trasie. Maratończyk w wyścigu XC też musi odnaleźć swoje miejsce. Niestety skręcenie kostki okazało się na tyle poważne, że czeka mnie dwutygodniowy okres przerwy od treningów…

Za trzy tygodnie, o ile wszystko przebiegnie zgodnie z planem, będę już po obronie pracy magisterskiej. Koniec studiów wiąże się z koniecznością podjęcia kilku ważnych, życiowych decyzji. Z pewnością nie zrezygnuję z kolarstwa i mam wielką nadzieję, że uda mi się pogodzić pracę zawodową z jazdą na rowerze na odpowiednim poziomie. Skoro łączenie nauki na jednym z trudniejszych kierunków studiów (Automatyka i Robotyka) udawało się bez większych problemów, dlaczego teraz miałoby być inaczej?

4 thoughts on “Specjalizacja

  • Gratuluję podejścia nastawionego na różnorodność i chęci zdobywania nowych doświadczeń. Trudność kierunków kształcenia to akurat pojęcie mocno względne (większość kierunków jest trudna na poważnych uczelniach), życie zawodowe to też nie to samo co choćby najtrudniejszy proces kształcenia. Dlatego życzę podobnego uporu w życiu jk na trasach MTB. Bez przykrych doświadczeń jak to ostanie. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *