Zdrowe podejście – taka pasja

Jest środek sezonu, a ja mam za sobą kilka mniej lub bardziej udanych wyścigów. Zacznę od nowości: w tym sezonie nie współpracuję z żadnym trenerem i bazuję wyłącznie na własnej wiedzy i doświadczeniu. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka i niekoniecznie jestem w stanie je wszystkie zdradzić. Rozpisany plan treningowy i kontrola jego realizacji przez odpowiednią osobę motywuje do systematyczności i w większości przypadków przynosi satysfakcjonujący efekt. Jest też druga strona medalu, czyli konieczność zaufania drugiej osobie oraz szczerej i ciągłej wymiany informacji, brak spontaniczności i wymóg podporządkowania się. Po prawie dziesięciu latach zabawy w kolarstwo nie mam już problemów z tworzeniem i modyfikacją krótkoterminowego planu treningowego we własnej głowie, uwzględniając aktualny poziom wytrenowania i wypoczęcia, możliwości czasowe, a także pogodę. Nikt nie zna nas lepiej, niż my sami. Oczywiście kontrola „z zewnątrz” ma sporo zalet, ale dla mnie aktualnie ważniejsza jest swoboda w działaniu, niezależność i elastyczność. Nawet kosztem ryzyka gorszych efektów.

Nie będę ukrywał, że częściowo odpuściłem okres zimowy i początek obecnego sezonu. Mam tutaj na myśli zaangażowanie w treningi i wyścigi – w życiu prywatnym i zawodowym działo się dużo więcej. Oczywiście cały czas jeździłem na rowerze np. do pracy, ale nie miało to nic wspólnego z uporządkowanym treningiem. Sumaryczna tygodniowa ilość godzin aktywności była i tak zdecydowanie większa od ogółu społeczeństwa, ale biorąc pod uwagę aspekt rywalizacji sportowej na poziomie krajowych maratonów MTB, było to niewystarczająco i zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Po raz kolejny przekonałem się, że bez odpowiednio nastawionej głowy mogę zapomnieć o satysfakcjonujących wynikach sportowych. Można drugiego człowieka wspierać i zachęcać do uprawiania sportu, ale tak samo w drugim kierunku – można zrażać i demotywować. Trzeba o tym pamiętać i weryfikować ludzi, którymi się otaczamy. Mimo wszystko potrzebowałem tej „przerwy” i chwili na złapanie oddechu. 

Osobiście cieszę się z tego, że pracuję w swoim wyuczonym zawodzie i nie jestem skazany na kontakt tylko i wyłącznie ze środowiskiem kolarskim. Powiązanie mojej osoby z jazdą na rowerze jest nieodłączne, jednak większość osób, z którymi mam styczność w pracy, nie przywiązuje do tego szczególnej wagi. Zdarza mi się spotkać na swojej ścieżce zawodowej zapalonych rowerzystów i być rozpoznanym z imienia i nazwiska bez przedstawiania się, ale są to przypadki jednostkowe. Możliwość ucieczki w całkowicie inne towarzystwo jest nieoceniona i w ostatnich miesiącach pomogła mi wrócić na właściwe tory. Ograniczanie się do jednej aktywności i zawężenie horyzontów nie wychodzi mi na dobre. W rozmowach ze znajomymi czasami przytaczam swoją historię sprzed kilku lat, kiedy w październiku po świetnym sezonie kolarskim miałem ogromny problem z powrotem na kolejny semestr studiów. Zaangażowałem się w ściganie na rowerze w tak dużym i niebezpiecznym stopniu, że przysłoniło mi to wszystkie inne aspekty życia. Na szczęście ten etap już za mną i aktualnie mam zdrowsze podejście do sportu tylko i wyłącznie w formie pasji, a nie sposobu na życie. Na pewno pomaga mi w tym dająca satysfakcję i umożliwiająca ciągły rozwój osobisty praca zawodowa.

Pozostając w temacie pracy to przez ostatni czas zdarza mi się więcej czasu spędzać na delegacjach poza domem. Zauważyłem pewną prawidłowość, że wbrew pozorom praca wyjazdowa wcale nie musi wiązać się ze spadkiem efektywności treningów i regeneracji. Oczywiście nie ma co porównywać jakości tych dwóch elementów (trening+regeneracja) do kolarzy zajmujących się tylko i wyłącznie jeżdżeniem na rowerze, ale dla mnie napięty grafik dnia uwzględniający od 8 do nawet 14 godzin pracy etatowego automatyka działa mobilizująco. Brakuje czasu na więcej snu i inne aktywności, ale za to długie letnie dni umożliwiają wykonanie treningu, a zakładowa jadalnia z domowymi obiadami oraz hotel z dobrą restauracją, basenem i strefą spa pozwala na odrobinę mniej codziennych obowiązków i spraw na głowie. Dodając do tego korzystną lokalizację miejsca uruchomienia u klienta (ostatnio bywam w Górach Sowich) sytuacja nie jest taka dramatyczna, jak mogłoby się wydawać.

Mimo skromnej ilości startów zaczynam coraz częściej pojawiać się na czołowych lokatach maratonów MTB w Polsce i bardzo mnie to cieszy. W kilku ostatnich wyścigach musiałem uznać wyższość jedynie kolarzy zawodowej grupy JBG2 CryoSpace, ale powoli zaczynam deptać im po piętach. Czas pokaże, co przyniosą kolejne miesiące. Chciałbym, niezależnie od wszystkiego, czerpać radość z jazdy i zachować zdrowe podejście. Work-life-bike balance przede wszystkim!

One thought on “Zdrowe podejście – taka pasja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *